RSS
 

Operacja

08 sty

Po wyjściu ze szpitala zostaliśmy skierowani do Wrocławskiej kliniki chirurgii i urologii dziecięcej, w celu zasięgnięcia porady odnośnie przepukliny mosznowej naszego synka. Lekarz który nas przyjął stwierdził, że to nie jest powód do zawracania mu głowy, jedynym jego zaleceniem było to, że dziecko ma nie płakać i zadzwonią za 3, 4 miesiące umówić się na zabieg…. Tydzień później Franio przez kilka godzin płakał i trudno było określić dlaczego. Gdy po pewnym czasie zasnął postanowiliśmy go przewinąć i przebrać do spania. Gdy zdjęłam pampersa zobaczyłam w mosznie jelita… Spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i dokumenty i pojechaliśmy do szpitala, w którym urodził się Franek. Tam powiedziano nam, że nie mają chirurga dziecięcego i dali skierowanie do Wrocławskiej kliniki, o której już wcześniej wspomniałam. Lekarka, która nas przyjęła powiedziała, że to jest do zabiegu natychmiast a nie za 3, 4 mies., bo może dojść do martwicy. Zaprowadzono nas na salę i kazano mi o 4 rano nakarmić go ostatni raz bo do zabiegu ma być na czczo. Czekaliśmy na zabieg ok. 5, 6 godzin. Franek płakał z głodu, a ja nie mogłam nic zrobić. Pani chirurg powiedziała, że żaden zabieg na noworodku nie jest bezpieczny, ale dużo daje to, że ma już skończony tydzień i jest przystosowany do życia poza organizmem mamy. Zabieg trwał godzinę. Zamknięto mu metodą laparoskopową szczeliny, przez które jelita dostawały się do moszny. dzień po zabiegu wypisano nas do domu.

Co ciekawe zadzwonili ostatnio do mnie z owej kliniki w celu umówienia się na zabieg. Pani, z którą rozmawiałam była zaskoczona, że dziecko jest po zabiegu. Co najlepsze zadzwonili nie po 3 czy 4 miesiącach, lecz po 6…

To tyle na dziś,
J.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ciąża i poród

25 lis

Jak to mówią, ciąża to piękny, błogosławiony stan… To co w ciąży mi się podobało to ruchy Frania, które obserwowaliśmy godzinami. Każde USG. To, jak bardzo zbliżyliśmy się do siebie jako partnerzy. Oraz to, że przytyłam tylko 9 kg i nie miałam rozstępów ( na brzuchu, bo na piersiach mam okropne). Ale było też wiele negatywnych aspektów. Po pierwsze nie wiem dlaczego, ale nie podobał mi się ogromny brzuch i leżące na nim piersi. Tragedia. Po drugie, nie podobały mi się spojrzenia ludzi i pomimo tego, że nie mam 14 lat lecz 18 byłam przez wiele osób traktowana jak trędowata. Na 18 urodzinach mojej bliskiej koleżanki wszystkie znajome robiły sobie ze mną zdjęcia, a potem zaczęło się „Zrób mi zdjęcie z brzuszkiem”, ” Ale tak żeby było widać brzuszek!” Traktowały mnie jak jakiś eksponat. Wyraziłam swoje niezadowolenie i kiedy pytały czy mogą wstawić zdjęcia na facebooka, mówiłam, że pod warunkiem, że nie będzie widać brzucha i nagle żadna wstawiać ich nie chciała. Poczułam się tak, jakby chciały pokazać przed wszystkimi, że są w lepszej sytuacji niż ja. Ostatnią rzeczą jaka mnie irytowała to „Dobre rady” od każdego: Powinnaś jeść zdrowo, nie pij kawy, ani herbaty, nie baw się z psem, nie noś torby, odsunę ci krzesło, poniosę ci książki…. itd. to jest miłe, ale bez przesady. Przecież ciąża to nie choroba…

Poród:

27 czerwca, poszłam na wizytę do lekarza. Stwierdził, że do terminu sobie pochodzę jeszcze (czyli, że poród za 2 tyg.), poprosił żebym za tydzień przyszła na kontrolę. Cieszyłam się, bo 29 było zakończenie roku i chciałam odebrać nagrodę na oczach całej szkoły, żeby zobaczyli, że w ciąży można wiele osiągnąć. Tego samego dnia, spakowałam do torby wszystkie przygotowane do szpitala rzeczy. Uparłam się żeby powkładać ubranka do szuflad, ubrać pościel dla dzidziusia (do samego końca nie wiedziałam jaka jest płeć dziecka. Myślałam, że będzie Zosia, bo lekarz twierdził, że nie widać, że to chłopak), wszystkie rzeczy dla dziecka były neutralne, większość żółta w żyrafy ;). Około godziny 16 przyjechała moja przyjaciółka Agata, przejechałyśmy się trochę, wypiłyśmy kawkę i mówiłyśmy o tych 2 długich tygodniach, które były przede mną. Wieczorem, około godziny 19 zjadłam kolację. O 19.30 poczułam ból w podbrzuszu , ale zignorowałam go i poszłam się wykąpać. Skurcze były bolesne, co 10 min, uznałam, że to normalne. Lekarz przepisał mi globulki, próbując ją zaaplikować napotkałam problem, wydawało mi się, że wyczuwam coś twardego. O bólach powiedziałam mamie, mój narzeczony był wtedy w pracy. Mama stwierdziła, że naoglądałam się „Porodówki” i mi się wydaje. ;) Nagle dostałam biegunki i odszedł mi czop śluzowy. Postawiłam cały dom na nogi i zebrałam się do szpitala. Dotarłam tam ok. godziny 23. Akurat dyżur miał mój lekarz, który prowadził ciążę. Ale mnie nie poznał i zapomniał, że rano byłam na wizycie… Zbadał mnie i stwierdził 3 cm rozwarcia. O godz. 4 zaczęły sączyć się wody płodowe (Franio jest urodzony w czepku ;) ) o 5.30 zaczęły się skurcze parte, a o 5.40 poznałam tego małego człowieczka, którego nosiłam pod sercem. Franek dostał 10 pkt w skali Apgar. Wyszliśmy ze szpitala po 5 dniach, bo Franio miał żółtaczkę. Generalnie był zdrowy, ale miał przepuklinę mosznową, o czym napiszę innym razem.

 

To by było na tyle.

Dobranoc.

J.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Witam!

15 lis

Natchnęło mnie i postanowiłam założyć bloga, który przedstawi moje macierzyństwo, stosunki partnerskie, opinie na różne tematy. Zamieszczając tutaj to wszystko mam nadzieję, że znajdą się osoby przeżywające podobne rozterki, mające podobne poglądy. Będzie to dla mnie pewna forma wsparcia, ale też rozrywki.

Może zacznę od początku, ale w duuuuużym skrócie: Jestem młodą mamą, dosłownie młodą, bo mam 18 lat. Po moim wieku można wywnioskować, że nie było to planowane powiększenie się rodziny. Aczkolwiek jestem bardzo zadowolona z życia i dumna z mojego 4,5 mies. synka – Franka. Mam narzeczonego, który ma 22 lata. Proszę się nie zrażać tym, że jesteśmy tacy młodzi ( a wiem, że pomimo tego, że żyjemy w XXI wieku, to budzi to kontrowersje). Jesteśmy parą od ponad 3 lat. Ludzie, którzy słyszą o młodych rodzicach, myślą sobie pewnie, że gówniarze, nie zajmują się dzieckiem, wszystko mają gdzieś, nieodpowiedzialni i niedojrzali. Spotkałam się nawet z określeniem, że jest to patologia… Bycie rodzicami sprawiło, że musieliśmy stać się z dnia na dzień poważnymi, dojrzałymi ludźmi i stwierdzam, że wyszło nam całkiem dobrze.
Mój partner pracuje na budowie od kilku lat, skończył szkołę zawodową i choć bardzo chciał dalej się uczyć to brak środków do życia zmusił go do pracy, bowiem jego ojciec jest alkoholikiem, a mama sama pracowała na niego i jego młodsze rodzeństwo (a jest ich czwórka). Gdy skończył 14 lat przejął obowiązki ojca rodziny i pomagał mamie wychować rodzeństwo (a ściślej mówiąc – brata). Trudne życie sprawiło, że stał się bardzo dojrzały, zawzięty i za wszelką cenę chce pokazać, że nigdy nie będzie taki jak jego ojciec. W ich domu nigdy nie było rodzinnych świąt, prezentów, uścisków, miłości. Dlatego teraz mając już swoją rodzinę, chce on nadrobić stracone momenty.
Ja miałam o wiele prostsze życie. Pochodzę z dość dobrze sytuowanej rodziny. Jestem w klasie maturalnej w Liceum Ogólnokształcącym. Ciężko jest uczyć się przy dziecku, nawet z pomocą rodziców, którym zawdzięczam wszystko co mam. Ale jakoś sobie radzę. Wszyscy mówili, że skoro mam dziecko to już nic nie będę w stanie osiągnąć i na pewno rzucę szkołę, a wcale nie! Po liceum chcę iść na medycynę lub mikrobiologię; w międzyczasie zdałam prawo jazdy; wszystko co robię, robię po to żeby ułatwić Franiowi życie, zapewnić mu dobry start w dorosłość, która wcale nie jest taka wspaniała, jak to się zawsze wydaje dzieciom, nastolatkom.

Na dziś to tyle, bo po wypraniu góry prania i pokonaniu sterty prasowania oraz nauczeniu się masy rzeczy jestem niesamowicie śpiąca. Dobranoc.

J.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS